Na całej połaci bieg. Warto było jechać z Krakowa.
13 Paź 2016

Na całej połaci bieg. Warto było jechać z Krakowa.

13 Paź 2016
Na całej połaci bieg.
Skuszony agresywną promocją i relacjami znajomych, postanowiłem pobiec w Orlen Warsaw Marathon.
W tym roku nie koliduje z innymi biegami na które się wybieram. A szczególnie Cracovia Marathon to całe trzy tygodnie póżniej.
Była to więc dobra okazja na dobry sprawdzian i próba ataku na złamanie czterech godzin.
orlen-5-panorama
Zanim jednak bieg się zaczął, miałem serię pechowych zdarzeń. Pociąg c z godziny 19:05 wyjechał 30 minut później.
Już w stolicy nie dobiegłem na najbliższy pociąg metra i czekałem prawie 10 minut. Na nocleg dotarłem tuż przed północą, 40 minut póżniej niż zakładałem.
Źle się czułem z tym, że ktoś musiał mi otwierać drzwi o takiej porze. Następnego dnia odebrałem swój pakiet startowy. Spróbowałem też jak to jest w środku Kriokomory. Zimno. Bardzo zimno. Z numerem startowym mogłem zwiedzić za bezcen kilka Muzeów. Udałem się do Muzeum Narodowego, ale kasę zamknęli mi tuż przed nosem. Jedna miła Pani wpuściła mnie na wystawę sztuki Nubijskiej. Polecam to miejsce każdego i na pewno odwiedzę następnym razem.
W dniu biegu obudziłem się o 6:00. Było morko i zimno. Na szczęście godzinę później już nie padało. około 7:00 opuściłem nocleg i udałem się w okolice Stadionu Narodowego.
Organizacja biegu stała na najwyższym poziomie. Uczestnicy maratonu jak i biegu na 10km mieli kilka wielkich namiotów do dyspozycji. Poza tym kilka innych na depozyty oraz… śniadanie! Nie poczęstowałem się owocami ale kawę, herbatę i czekoladę chętnie piłem. O godzinie 8:00 było jakieś 7 stopni i każdy gorący napój działał jak mały grzejnik. Ostatnie kęsy batona i łyk wody. Ubrany ciepło, czekałem do 8:15 aby zdać depozyt. Schowałem się w namiocie przed chłodem i wiatrem. I tutaj znów nie wyszło zbyt dobrze, bo naszykowałem sobie płaszcz przeciwdeszczowy ale został na łóżku. Przydałby się idealnie. Dalej było zimno a ja miałem tylko koszulkę biegową i wełniany t-shirt.
Wychodząc z namiotu w stronę startu, spotkałem znajomego. Marcin  to ostatnio etatowy Pacemaker w Krakowie, Warszawie, Kielcach i sam nie wiem gdzie jeszcze. Ponad 30 maratonów już w nogach. Była już 8:40 kiedy udałem się na start, ustawiłem radio, zawiązałem sznurowadła. No i oczywiście toi-toi. Kiedy dobiegłem do startów, padł strzał do startu. Kolejna przyjemność – pomyślałem. Aby znaleźć się w swojej strefie, musiałem wystartować razem z 10km i potem skazać przez bramki. Jak na mój gust, przydałby się pomost nad startem jak to ma miejsce w Krakowie.
orlen-4
Minąłem linię startu, zdjąłem ten t-shirt z wierzchu. miałem go przy pasku w charakterze ręcznika. Koło 20 km stał się mokry. Ale póki co biegłem jakieś 200 metrów za balonikiem (właściwie flagą) 4:00:00. Nastawiłem się na długą pogoń za nim i ostatecznie dogoniłem koło 4km. Po drodze zamieniłem kilka słów z niewidomym biegaczem i jego przewodnikiem. Zawsze w takich momentach pozbywam się wszelkiej chęci do lansu i pychy. Bo dzięki boku mam dwie ręce i nogi oraz wzrok, słuch itp. A są ludzie, który walczą z niesprawnymi kończynami i są znacznie szybsi ode mnie. Przebiegliśmy koło Pałacu Prezydenckiego, słynnej palmy, Rady Ministrów, Siedziby Premiera… Po drodze wiele Ambasad, Konsulatów, MSW… i tak cały czas.
Na 15 km dołączył do mnie mój Anioł Stróż – Krzysiek. Szukał okazji na długie wybieganie i towarzyszył mi przez najważniejsze momenty trasy. Bardzo mi pomagał na punktach z wodą i bananami. Sama rozmowa pozwoliła oderwać myśli od mijających kilometrów. I tak minął 21 km. Czas wciąż dobry, tempo stabilne, forma dobra. Poszedł pierwszy żel. Zrobiło się trochę cieplej, chociaż wciąż sporadycznie wiał silny wiatr. A my biegliśmy, rozmawialiśmy. Akurat okolica była mało ciekawa do zwiedzania. Dopiero koło 30 km robiło się ciekawiej. Wziąłem 4 tabletki Nospa. Jednak to nie skurcze ani żołądek zaczęły mi dokuczać. Prawe kolano dawało o sobie znać. Żałowałem, że nie mam niczego od bólu. wbiegliśmy już w ciekawe rejony miasta. W oddali, za lekką mgiełką, widniały wieżowce ze Śródmieścia.
orlen-3
35 km Krzysiek skończył swoją opiekę nade mną. Wcześniej nie zdawałem sobie do końca sprawy jak czyjaś sympatyczna obecność działa mobilizująco. W każdym razie raz jeszcze dzięki Krzysiu! A kolano coraz bardziej bolało. Grupa „4h” minęła mnie. Morale nieco spadło tak jak i moje tempo. Ale dalej biegłem. Inaczej niż w moich wcześniejszych biegach, nie robiłem przerw na marsz. Ciągle biegłem. Wolniej ale do przodu. 37 km. Minęliśmy okolice Łazienek. Za chwilę Stadion im. Piłsudskiego, czyli Legii. Po prawej widok na Wisłę. Miałem ze sobą jeszcze bidon z mieszanką wody i energetyka. kolo 35 km wchłonąłem trzeci żel. I tak sobie biegłem już na most Świętokrzyski. Widok świetny, sil coraz mniej. Ale biegnę dalej. Bo na moście jest bramka 40 km z czasem brutto. jakieś 3:55. Czyli miałem jeszcze szanse na złamanie 4 h. W zasadzie to nie miałem z bolącym kolanem i małym zapasem sił. Ale biegłem dalej.
Pojawiły się grupy kibiców. Już okolice Stadionu. 41 km. I jeszcze mały podbieg. potem jeszcze kawałem i zakręt. ostatnie 500 metrów to bardzo szeroka aleja. A na końcu meta. Spiker powiedział, że właśnie przekroczyliśmy 4 godziny. To mi dało jeszcze nadzieję, że jest szansa. Gdzie meta? Gdzie ten koniec? Ile jeszcze? Dłużyło się to niemiłosiernie. Ale już widać wielką konstrukcję mety. Jeszcze 100 metrów. Jestem zmęczony ale biegnę dalej swoim tempem. I widzę czas brutto. 4:09 właśnie padło. No trudno. Jest życiówka! Dałem z siebie ile mogłem dzisiaj.
orlen-1
Od razu po mecie poszedłem do punktu medycznego aby zajęli się kolanem. Ratownik czy też lekarz psiknął sprayem tak od serca, że nie czułem bólu kolana. Czułem ból od poparzeń. Ale mniejsza z tym. Wypadki chodzą po ludziach. Czasem parami, czasem grupami. Ale ważne jest to, że za chwilę medal na mojej szyi zawiesił sam  Mistrz! Nie było takiego wzruszenia jak po pierwszym moim maratonie. chociaż jedna szybka fala ogarnęła mnie kawałek przed metą. Za to miałem wielką, stoicką satysfakcję z ukończenia w dobrym czasie i dobrej formie. I tu znów bardzo dobra organizacja na mecie. Pyszne posiłki, znów kawa i herbata. Warto było jechać z Krakowa na ten bieg. Polecam!
orlen-2
Leave a comment
More Posts
Comments
Comment