Drugie życie
05 Wrz 2016

Drugie życie

05 Wrz 2016
W ostatnią niedzielę sierpnia miałem zaszczyt reprezentować DKB na festiwalu biegów w Białce Tatrzańskiej. Trzy dniowa impreza obfitowała w rodzajach i dystansach tras które gospodarze przygotowali na wysokim poziomie. Osobiście wybrałem najdłuższy dystans czyli „Rąbanice na pół setki” 52 km. Pogoda przez cały weekend była wymarzona ale raczej na plażowanie nad wodą niż długodystansowe bieganie. W niedzielę rano po odebraniu pakietu startowego stanąłem na starcie tuż przy dolnej stacji narciarskiej Kotelnica Białczańska. Wystartowaliśmy równo o 7:30 w nielicznej grupie gdyż frekwencja na najdłuższy dystans była niewielka. Zaraz po starcie mieliśmy do pokonania konkretne wzniesienie gdyż trasa wiodła stokiem pod górną stacje narciarską. Trzeba było biec na hamulcu gdyż można byłoby spalić się już na pierwszym kilometrze.
goniacka3
Po wybiegnięciu na szczyt tatry przywitały nas w pełnej okazałości. Cudowny widok. Zaraz za szczytem uplasowałem się na drugiej pozycji i sukcesywnie powiększałem dystans nad trzecim zawodnikiem. Lider zniknął z mojego zasięgu już w trakcie pierwszego podbiegu więc w głowie miałem tylko jedno by utrzymać swoje drugie miejsce. Nawet przez moment nie pomyślałem by zacząć pościg gdyż temperatura coraz bardziej dawała się we znaki. Postanowiłem utrzymać swoje równe tempo, cały czas nawadniając się na punktach z wodą. Policjant zabezpieczający skrzyżowanie na 40 kilometrze poinformował mnie że moja strata do numeru jeden to 6 minut. Pomyślałem nie ma możliwości gdyż to kilometr przewagi i dalej robiłem swoje. Jednak spokój i cierpliwość jaką udało mi się zachować okazały się doskonałą taktyką na 48 km na horyzoncie pojawiła mi się koszulka lidera.
goniacka1
Miałem do niego może 300 metrów. Dostałem wtedy drugie życie. Wszystkie mięśnie które na tym kilometrze bolały jak cholera nagle przestały i mogłem bez problemu wydłużyć krok i biec jeszcze szybciej. Byłem przekonany że uda mi się zniwelować dystans do poprzedzającego zawodnika. Tuż przed ostatnim zbiegiem czyli z powrotem na górnej stacji kolejki udało mi się dogonić mojego rywala . Pozostało tylko 1200 metrów w dół do mety. Wykorzystując wszystkie resztki sił jakie mi jeszcze zostały pognałem na łeb na szyje zostawiając rywala za sobą . Wbiegłem na metę mega szczęśliwy. Zmęczenie, ból mięśni, skurcze, spalona skóra od słońca nic z tych rzeczy nie było w stanie popsuć mi fantastycznego humoru. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Dumny odebrałem piękny puchar za zajęcie pierwszego miejsca. Długo będę wspominał tą imprezę.
Było fantastycznie.
goniacka
Pozdrawiam Szymon Dymek
Leave a comment
More Posts
Comments
Comment